Translate

poniedziałek, 3 września 2012

Rozdział 4

Sobota .
Spałam jak zabita, dopóki mama nie przyszła mnie obudzić, gdzieś tak o 2.40 PM .
Mama wyszła z pokoju,a ja popatrzyłam na telefon.

3 połączenie nieodebrane od Alice...
+ wiadomość :
Od Alice :
Hej Kris : ) czemu nie odbierasz telefonu? Czemu wgl nie gadasz ze mną w szkole, nie piszesz, nie dzwonisz... O co chodzi ???

Nie miałam ochoty nic odpisywać tej szmacie, ale potem stwierdziłam, że też mogłabym się nią pobawić..

Do Alice:
Siemasz. : D A sorry, że nie odpisywałam, ani nic, ale nie miałam hajsu wgl , a wczoraj miałam wyciszony tel.
A dzisiaj mogłybyśmy się spotkać , w skateparku o czwartej ?
Od Alice: No jasne, będę na pewno : )

Świetnie. Zabawa trwa. A potem wygarnę tej idiotce co o niej myślę.
Poszłam teraz na śniadanie, potem szybko ogarnęłam włosy i przebrałam się.
OK.
Jeszcze mam 10 minut, więc spokojnie dojdę do skateparku.

Już jestem. Widzę Alice brzy bocznym wejściu, koło barierek. Wydaje się być taka wesoła.. Hm...
No w każdym razie niedługo się to zmieni.

Podchodzę do Alice:
- Hej Kris ! - moja nienawiść narasta, zaraz wybuchnę...
- Cześć Al . Jak tam u ciebie ?
- A bardzo dobrze, a jak u..
- No chyba dobrze. Skoro całujesz się z moim wrogiem to musi być na pewno dobrze, wręcz wspaniale, nieprawdaż ?  Ty szmato.
- Co ? O co ci wgl cho...
- David , "kochana" , o niego mi chodzi.
- Ale ską..
- Myślałaś, że się nie dowiem ? Hahaha, dobre.. Żałosna jesteś po prostu
i tak jeszcze ci powiem, choć pewnie już wiesz, że
JESTEŚ TOTALNYM ZEREM, ZWYKŁĄ SZMATĄ, DWULICOWĄ SUKĄ !!!
Ale pewnie o tym wiesz , czy może nie ? - cały skatepark patrzył na nas, z lekkim zdziwieniem i trochę jakby z gotowością zadzwonienia po policję w każdej chwili.
- Spierdalaj Kris .
- I nawzajem szmato.
- Sama jesteś szmatą !
- Taa ? To zaraz się przekonamy! - Nie wytrzymałam już. Rzuciłam się na Alice i powaliłam ją na ziemię.
Tarzałyśmy się , szarpałyśmy za włosy, drapałyśmy gdzie się dało paznokciami, a teraz Alice mnie nawet ugryzła i to dość boleśnie,
- Auć ! - kurde, to bolało.- Teraz już wiem jaka naprawdę jesteś ! Steven miał rację od samego początku co do ciebie !
- Hahaha, nie obchodzi mnie Steven, Camila i ty też idiotko ! - Alice chwyciła mnie za ręce i przybiła swoim ciężarem do ziemi, kolanami wciskając mi się w brzuch. Robiło mi się już słabo... Zamroczenie .
Potem widziałam tylko jak Alice wstała i zaczęła mnie kopać po nogach, brzuchu, gdzie się dało i oczy zamknęły mi się mimowolnie, zemdlałam.
___________________________________________________________________________________

Obudziłam się w jakimś łóżku. Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam pokój. Ciemnobrązowy pokój. Na ścianach wisiały plakaty znanych amerykańskich koszykarzy, a na dywanie przy łóżku leżał pies..
Zaraz zaraz... To Macho ! Ej.... Niee.. Skąd.. A jednak tak...
JESTEM W POKOJU DAVIDA.
Chciałam się podnieść z łóżka , ale nie mogłam.. Wszystko mnie strasznie bolało.
Teraz zorientowałam się też, że nie mam na sobie swoich ubrań, tylko jakąś ogromną koszulę ..
ale nie mam na sobie STANIKA... to jest chore !
Teraz do pokoju wszedł David z opatrunkami i szklanką wody. Nie wiem czemu, ale od razu cała zakryłam się kołdrą, aż pod szyję.
- Jak się czujesz ? - spytał
- Źle . - szczerość bez granic, cała ja.
- To niedobrze, będę musiał się tobą dłużej zajmować - zaśmiał się z lekka, ale nie wyczułam w tym żadnej złośliwości tym razem.
- Ile ja już tu jestem?
- Kilka godzin. Zobaczyłem jak Alice cię kopie, a ty leżysz nieprzytomna na ziemi, więc opierdoliłem ją równo za to, co ci zrobiła, sprawdziłem , czy oddychasz i gdy już wiedziałem , że żyjesz, zaniosłem cię tutaj, przebrałem , opatrzyłem i położyłem na swoim łóżku, żebyś odpoczęła.
- A czemu ja.... nie mam stanika ?! - musiałam wiedzieć .
- Jak miałem ci odkazić i zabezpieczyć ranę na plecach przez stanik? - uff. A więc nie jest aż taki straszny, przynajmniej nie jest pedofilem.
- No... racja. Dzięki wielkie David... Ale to nie znaczy , że już cię lubię czy coś !
- I nie myśl, że ja cie polubiłem. Prędzej byłby koniec świata !
Chciałam się go spytać o te ustawki, ale nie wiedziałam jak..
- David czy ty.... - zaczęłam jakoś, ale nie potrafiłam skończyć..
- No co?
- yy...
- No mów w końcu !
- CZY TY WALCZYSZ W USTAWKACH ?! - powiedziałam na jednym wydechu .
- CO ?! Musiało ci sie chyba coś pomylić, hahaha. - Sztuczność w jego śmiechu była wyczuwalna na kilometr.
- Widziałam cię wczoraj.... Nie musisz kłamać.
- Co ty tam robiłaś?
- Nie ważne, powiedz mi... Czemu to robisz ?
- Nie twoja sprawa.
- Nikomu nie powiem. Zresztą ani Camili ani Stevena nie ciekawi za bardzo twoje życie, więc..
- Przysięgasz, że będziesz cicho?
- Przysięgam.
- Więc dobrze. Jak sama wiesz u mnie sie nie przelewa, zawsze na coś brakuje.. Albo na jedzenie, albo na książki... różnie. A poza tym chcę mieć kasę na ciuchy dla siebie i dla Samanty. Nie chcę, żeby w szkole się z niej śmiali, że jest biedna..
- Rozumiem. Nikomu nie powiem, nie bój się o to. Trochę źle cię oceniłam.. Doceniam to, co robisz dla siostry.. Ale i tak cię nie znoszę !!!
- I nawzajem . A tak w ogóle to muszę ci powiedzieć, że z tą posiniaczoną twarzą wyglądasz tysiąc razy lepiej niż normalnie.
- Hahahahaha , no dzięki wiesz ! - nie wiem czemu, ale rozśmieszyło mnie to xd
- Nie ma za co, potrafię komplementować , wiem , jestem boski , haha
Znowu zaśmiałam się . David nie wydawał mi się w tedy taki okropny. Mogę powiedzieć, że wręcz zaczynałam go lubić...
- Ty ? Boski ? Hahahahha, coś ci się pomyliło chyba.
- Dobra, żarty żartami, ale teraz musisz to wypić.
- Co to jest?
- Lekarstwo. A potem zmienię ci bandaże.
- Ale..
- Chcesz wydobrzeć ?
- No tak..
- To nie masz nic do gadania, a teraz pij.
- Dzięki. - wzięłam od niego szklankę wody i wypiłam lekarstwo. Smakowało wstrętnie, ale skoro miało mi pomóc to musiałam przymknąć na to oko. David wziął ode mnie szklankę i usiadł na łóżku przy mnie.
- Jeśli mam ci pomóc, musisz zciągnąć z siebie tą pościel. - Zorientowałam się, że dalej zakrywam się kołdrą.
- No tak.. - niechętnie odsłoniłam pościel . David zaczął podnosić mi bluzkę...
- Czekaj. Sama to zrobię. - Podniosłam bluzkę do piersi, tak , żebym mogła się zakryć rękami, a nie wyglądało by to dziwnie. Popatrzyłam na brzuch... Masakra. Alice musiała mnie nieźle skopać.. Całe szczęście, że zemdlałam.
- Aua !!!! - cholernie boli..
- Przepraszam, ale muszę nałożyć ci tą maść, żeby się zagoiło.
- Ja wiem, tylko strasznie boli..
- Wytrzymasz jakoś. - Zacisnęłam zęby i jakoś wytrzymałam. Potem David przysunął się bliżej i zaczął zakładać nowe bandaże. Robił to bardzo dokładnie i delikatnie, żeby mnie więcej nigdzie nie urazić.
- Nie za mocno? - spytał gdy musiał już zawiązać końce, patrząc mi prosto w oczy.
- Niee, jest idealnie, dziękuję - musiałam mu spojrzeć  w oczy, nie dało się inaczej.
- Spoko. - Cały czas patrzyłam na jego twarz i zdałam sobie sprawę, że ma w sobie coś takiego, co przyciąga. Miał idealne usta, nos, takie duże brązowe oczy. Nawet wcześniej nie zauważyłam , że są brązowe. Nie był aż taki paskudny, jak mi się wcześniej wydawało. - Ej !  Wszystko ok ? Tak się mi przyglądasz. Podobam ci się ? - obudziłam się. Ale na to pytanie nie wiedziałam co odpowiedzieć. Chciałabym szybko powiedzieć coś w stylu " kompletnie już zgłupiałeś? Oczywiście , że nie " , ale coś w środku mnie od tego powstrzymywało...- Haaaaloo , Kris, żyjesz ?
- A tak tak, wszystko ok , nie wiem jak ci dziękować David... Okazałeś się inny niż myślałam.
- To, że ci czasem podokuczam nie znaczy, że jestem złym człowiekiem, Kris. - Popatrzył się na mnie , a ja na niego . Nasze spojrzenia się spotkały i chciałam dalej patrzeć w te hipnotyzujące oczy...
- Jeszcze raz ci ogromnie dziękuję za pomoc, te bandaże, za pożyczenie bluzki - nie wiedziałam już co mówić, więc zaczęłam się powtarzać.
- Jeszcze raz mówię NIE MA SPRAWY , a co do bluzki to nawet ci pasuje. Tak. Z pewnością pasuje.
Ładnie ci w moich ciuchach . -Zaśmiał się i uśmiechnął do mnie lekko.
- Kiedyś ci się odwdzięczę .
- Czemu kiedyś ? Możesz się odwdzięczyć już teraz. - David uśmiechnął się łobuzersko i przysunął się do mnie bliżej, między nami było może 20, 25 cm odległości.. Poczułam, że obejmuje mnie w pasie prawą ręką, a lewą odgarnia mi włosy za ucho. I te oczy. Te piękne brązowe oczy. - Tak. Na pewno możesz mi pięknie podziękować, wiem to - szepnął i pocałował mnie i przytulił do siebie delikatnie, żeby mnie nie bolało.
To było niby kilka sekund, ale dla mnie to była wieczność. Powinnam była jakoś zareagować, sprzeciwić się, powiedzieć  "oszalałeś ?!" .... ale nie chciałam.
-David ja..
- Przepraszam. Nie powinienem tak..
- Nie.
- Co?
- Wszystko jest ok, nic się nie stało. To było... miłe.
- Obiecuję, że więcej już tego nie zrobię. Chwila słabości..
- Oh tak ? - i tym razem ja pocałowałam go. Widać , że był tym zaskoczony , ale w końcu ja lubię zaskakiwać. David ma w sobie to coś, co sprawia, że mam ochotę przebywać z nim jak najdłużej.
"Kto się czubi, ten się lubi" , coś w tym jest.

Potem popatrzyłam na Davida. Uśmiechał się . Ale nie tak jak zawsze, nie złośliwie, nie..  W tym uśmiechu było coś słodkiego, miłego..

- No no.. Muszę przyznać, że dziękować to ty umiesz - oboje zaczęliśmy się śmiać.

- Też tak myślę. Jeszcze raz dziękuję, a teraz muszę już wracać do domu.
- Odprowadzę cię, sama doszłabyś tam jutro albo i wcale.- znowu zaczęliśmy się śmiać.
- Dobrze, więc chodźmy. - uszliśmy kawałek ( ja podpierając się o Davida ) , ale David nagle zatrzymał się i powiedział:
- Nie no. To nie ma sensu.
- O co cho.. - David wziął mnie nagle na ręce . - Czemu mnie niesiesz?
- Tak jest mi wygodniej, ale musisz trochę zrzucić , bo następnym razem urwiesz mi ręce. -zaśmiał się, a ja za nim.
- Specjalnie przytyję, zobaczysz, haha . - doszliśmy już pod drzwi do mojego mieszkania.- Dziękuję - powiedziałam .
- To ja dziękuję, Kris  - David znów mnie pocałował. - Śpij dobrze i pamiętaj , żeby na siebie uważać.
- Dobrze, dziękuję ci za wszystko.

Weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko , śmiejąc się sama do siebie. Jakie to życie jest dziwne.
Człowiek, którego nie znosiłam okazał się być prawdziwym przyjacielem.. A może nawet kimś więcej?
Czas pokaże. Kolejna bezsenna noc, zbyt się cieszę, żeby spać.

***************************************************************************************************************

„Nie da się nigdy nikogo poznać do końca. Dlatego jest to jedna z najbardziej przerażających rzeczy-przyjmowanie kogoś na wiarę i nadzieja, że on przyjmie nas tak samo.Jest to stan równowagi tak chwiejnej,że aż dziw, iż w ogóle się na to decydujemy. A mimo to...”

Samanta Turner (10l.) - siostra Davida Turnera. Uwielbia rysować. Zawsze marzyła, żeby nauczyć się tańczyć, jednak jej rodziny nie stać na lekcje. Mimo braku pieniędzy w rodzinie, dziewczynka jest szczęśliwa.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz