Translate

niedziela, 23 września 2012

Rozdział 7

Padam. Dzisiejszy dzień zabił we mnie wszelką chęć do robienia czegokolwiek.
*
TRZASK
*
- Kristie , wszystko w porządku ?  - Upuściłam talerz (pomagałam mamie zmywać) .
- Takk.... ja tylko... jestem zmęczona po szkole. - Nie mam siły nawet żeby sprytnie kłamać..
- Na pewno ? - Mama nie daje za wygraną.
- Tak. Głowa mnie trochę boli...
- Dobrze. Idź, odpocznij trochę, poradzę sobie.
- Dziękuję . - Poszłam do pokoju.

Rzuciłam się na łóżko. Teraz tylko mp3 i.... oczy same mi się zamknęły....

- Eeej ! Halooo . Kris ! Śpisz jeszcze ? - otworzyłam oczy powoli.. Steven.
- Steven ? Co ty tu robisz? - musiałam zasnąć . Ale po co on tu przyszedł?
- Twoja mama mówiła, że jesteś w pokoju bo źle się czujesz. A przyszedłem , bo chciałem Cię przeprosić..
- Przeprosić ?
- Za dzisiaj. Byłem zdenerwowany TYM ....... wybacz, nie chcę się z tobą kłócić.......
- No dobrze... Zapomnijmy o tym.
- Dziękuję...... przy okazji wziąłem dla ciebie pocztę, twoja mama kazała mi ci zanieść jak szedłem na górę.. -Steven podaje mi kopertę. Nie ma żadnego znaczka. Dobra, nie ważne, otwieram.
" Odpierdol się ode mnie, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego . Hahaha , ty na prawdę wierzyłaś, że ktoś taki jak ja mógłby się w tobie zakochać ? Żałosna jesteś , nigdy cię nie kochałem. Miłego wieczoru idiotko, David"
- Ja... Ja nie wierzę..... Nie... To nie prawda, to na pewno nie prawda !!! - szok .... po policzkach łzy zaczęły mi spływać strumieniami... - Dlaczego JA ?! Czemu zawsze JA ?!?! .......
- Kris... Co tam pisało?
- Masz ! Przeczytaj sobie, powiedz " a nie mówiłem?" ! - Rzuciłam listem w Stevena , ciągle nie mogę powstrzymać płaczu... Steven przeczytał list , odłożył go na biurko obok i bez słowa przysunął się bliżej, i mnie przytulił....
- Ciiii , ciii , nie płacz. Będzie dobrze. Ciii.
- Jak on mógł.... przecież go kochałam... - znowu wybuchnęłam płaczem i z całej siły przytuliłam Steva.
- Jak chcesz mogę z tobą tu posiedzieć trochę.. - nie komentował TEGO, bez słowa, bez żadnego obraźliwego komentarza. NIC. Odzyskałam w nim przyjaciela.
- Dziękuję ci , ale chcę być teraz sama....
- No.... dobrze. Ale jutro przyjdę po ciebie i odprowadzę cię do szkoły , ok ?
- Ok.
- To do jutra, trzymaj się, Kris. - Steven powoli wstał i wyszedł z pokoju zamykając drzwi. Mama już spała, więc raczej nie słyszała jak płaczę.... Boże, czemu życie jest takie niesprawiedliwe ? Co ja ci takiego zrobiłam ? Nic nie ma sensu........

*********************************************************************************************************************

(walenie w drzwi)
- Jezus Maria, co to ma być do cholery !?... - na pół-śpiąco wstałam i podeszłam do drzwi.Otwieram.
- Kathy !!! Dziecko drogie, a czemmmżżż to nie w szkole jesteś ? Chćmmmy jużżż, zrobiłem śniad ... śniad... śniadaniee ! Chć Kathy ! Śpwaj ze mną !!! - Ojciec, pijany, czuć alkohol na kilometr. Stoi teraz w moich drzwiach podpierając się o ścianę (całym sobą).
- Cichoo !!! Obudzisz mamę !
- JAA ?!?!?! - nie przestanie się drzeć.. Muszę grać na jego zasadach .
- Dobrze, dobrze, będę z tobą śpiewać ale w kuchni , chodźmy !
- W kuchni ?? Aaaaaa, to w takim rzzie dobrze , wypiję sbie taki malutńki kieliszeczek , o taki tyci tyci !
- Ale musimy być cicho, to dostaniesz 2 - zadziałało. Na chwilę był cicho. Ok. Posadziłam go na krześle w kuchni. Położyłam go częściowo na stole, bo zsuwał się na podłogę.
Niech tu sobie poleży trochę, wytrzeźwieje przynajmniej. Która jest godzina? O Boże, 7.30 !!!
*
(pukanie)
*
Pobiegłam do drzwi, otwieram. Steven
- Hej Stev ! Daj mi minutę , już będę gotowa. Sekundę ! - Steven jakby skamieniał. Aha. Przecież mam na sobie jeszcze piżamę . Pięknie.
- O o  ok.. Ładna piżama .
Dobra. Jestem w pokoju. Szybko - t-shirt - leginsy - conversy - torba . OK , mogę iść do szkoły. Mam wszystko ? Mam. Ok, Steven czeka.
Zbiegłam po schodach i dotarłam do drzwi .
- Już jestem (sapanie) , możemy iść !
- Dobrze, spokojnie Kris, oddychaj ! Mogę ci ponieść torebkę, chociaż będę wyglądał jak pedał, no ale.
- Hahahahaha, niee. Steven pozwalam ci nieść moją torebkę....... pedale ! Hahahahaha ! - Nie moge , on mnie normalnie rozwala. Ale to w sumie dobrze. - Podaję Stevenowi torebkę , a on zaczyna mnie łaskotać. Chyba ten pedał go troszkę "wkurzył" , haha.
Ok. Idziemy. Jesteśmy już koło ronda. Śmiejemy z siebie, gadamy co będziemy robić po szkole itp.
- Kris, możesz mi to wytłumaczyć ? Co to ma być ? - Na drodze stanął David... I wszystko wróciło...
- Odpierdol się od niej - Steven staje w mojej obronie.
- Nie z tobą rozmawiam. Idź być tępy gdzie indziej. Kris, czemu nie odzywasz się do mnie? Nie piszesz, nie dzwonisz.. Czemu mnie unikasz? - I jeszcze ma czelność pytać. Zabić to mało.
- Nie pozwalaj sobie ! - Steven zaraz eksploduje
- Steven, zostaw nas. - Postanowiłam dać mu szansę się wytłumaczyć.
- Ale...
- Zostaw. - Steven poszedł ulicę dalej i czekał.
- To wytłumaczysz mi co się dzieje? - Nie wytrzymam dłużej...
- To się dzieje, że tak jakby ze mną zerwałeś przez list, wyśmiałeś, poniżyłeś itp. Co więcej chcesz wiedzieć?
- COO ?? O czym ty mówisz ? Nic ci nie wysyłałem.
- Jak to nie? Mam tą kartkę tutaj. O proszę, poczytaj sobie. - Dałam mu ten list. David ledwo go wziął do ręki i od razu podarł.
- TO NIE MOJE PISMO ! - W sumie.. Nigdy tak na prawdę nie widziałam jak pisze, no poza grafitti na murach, ale to inna rzecz.
- Jak to nie ty to kto ?
- A kto najbardziej chciałby ci teraz dopiec ? - Olśnienie. Ta wywłoka znowu namieszała. Pożałuje tego, przysięgam....
- Czyli .... to nie ty to napisałeś ? To wszystko nieprawda ?..
- Nie. To wszystko kłamstwo. Nadal cię kocham, Kris. - Jestem ciągle w szoku. Wczoraj przepłakałam całą noc.... Znienawidziłam go... A teraz? ... Gdy już wiem, nie umiem się na niego gniewać.. Może to nawet lepiej?
- Przepraszam. Myślałam, że to ty...
- Ale już wiesz, że nie. Nie martw się, teraz już wiesz , a ja przysięgam już po raz drugi, że Alice pożałuje....-Złe na dobre wyszło. Steven ciągle czeka... Muszę mu wszystko wyjaśnić. W końcu on był przy mnie, gdy nie miałam nikogo...

**********************************************************************************************************************

"Takie właśnie jest życie - jedno wielkie kłamstwo. Iluzja, w której wszyscy odwracają wzrok i udają, że nie istnieje nic nieprzyjemnego, nie ma goblinów w ciemnościach, nie ma upiorów w duszy."



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz